To blog, który prowadzę w spadku po mojej zmarłej żonie. Opowiada o naszej cudownej, upragnionej i wyśnionej córeczce. Kiedy Ewa zaczęła go pisać Anulka nie miała roczku, teraz ma już 6 lat. Jest chora na Osteogenesis Imperfecta. Mimo choroby jest dla mnie skarbem i szczęściem największym. Życie z niepełnosprawnym dzieckiem nie jest udręką i nieszczęściem. Jest pełne miłości i szczęścia. Choroba to nie kara, ale sprawdzian z miłości i człowieczeństwa . Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tej stronie są chronione prawem autorskim, użycie ich bez pisemnej zgody autora jest zabronione!
O autorach

Wpisy z tagiem: szpitale w Warszawie

poniedziałek, 08 listopada 2010


Cóż, autorka tego bloga też jest chora na wrodzoną łamliwość kości. Niestety, boleśnie i traumatycznie choroba dała o sobie znać właśnie dziś. Z misją dopełnienia formalności związanych z Fundacją wyruszyłam dziś do sądu. Zdradliwy okazał się krawężnik, którego nie zauważyłam. Wózek potoczył się w dół, jakieś 15 centymetrów. Nie spodziewałam się takiego ostrego uskoku i … wypadłam na bruk. To był szok. Miałam ostre krwawienie z nosa, olbrzymi guz i zadrapania na twarzy, zaczęłam dusić się krwią. Po kilku minutach zdałam sobie sprawę, że uszkodziłam prawą rękę. Na pogotowie czekaliśmy 40 minut- dziwne, bo byliśmy na Mokotowie. Zimny i mokry bruk, brocząca krew, ból złamania. Pogotowie zawiozło mnie na Szpitala Czerniakowskiego. Dziwne, ale w całym szpitalu nie znalazła się ani jedna osoba, która potrafiłaby założyć mi wenflon. Dopiero po dwóch godzinach zawitał do mnie anestezjolog, który po trzech nieudanych próbach dokonał „cudu anestezjologii” i wreszcie mogłam dostać lek przeciwbólowy. Tomograf i rentgen wykazały złamanie prawego nadgarstka i nosa. I w tym momencie nastał … ciemnogród. Pan ortopeda, z ironicznym uśmieszkiem na twarzy, oznajmił mi, że założy gips, a takiego licha jak softcast zakładać nie będzie. Na nic rozmowy, prośby i pertraktacje. On ma tak przykazane, bo szpital nie chce brać odpowiedzialności. W obliczu braku wyboru zgodziłam się na założenie longety, z tą jednak myślą, że w domu zamienimy ją na softcast. No i jestem w domu, siedzę kompletnie wyczerpana, ale … z softcastem na ręku. Dobrze, że Robertowi udało się go założyć. Zaczyna być w tym mistrzem. Mam nadzieję, że złamanie będzie się dobrze zrastać, a pozostałe rany zabliźniać.

A Nulka? Przy całym tym ambarasie nasza dziewczynka jak zwykle była grzeczna i spokojna. I tak mądrze patrzyła na mamusię. Kochanie nasze.