To blog, który prowadzę w spadku po mojej zmarłej żonie. Opowiada o naszej cudownej, upragnionej i wyśnionej córeczce. Kiedy Ewa zaczęła go pisać Anulka nie miała roczku, teraz ma już 6 lat. Jest chora na Osteogenesis Imperfecta. Mimo choroby jest dla mnie skarbem i szczęściem największym. Życie z niepełnosprawnym dzieckiem nie jest udręką i nieszczęściem. Jest pełne miłości i szczęścia. Choroba to nie kara, ale sprawdzian z miłości i człowieczeństwa . Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tej stronie są chronione prawem autorskim, użycie ich bez pisemnej zgody autora jest zabronione!
O autorach
czwartek, 17 maja 2012
W biegu, a właściwie gonitwie z czasem upływają nam kolejne dni maja. Stąd też zmniejszona obecność na tym blogu i ilość notatek. Odwieczny problem - brak czasu.
Nie wiem też, czy jest o czym pisać, bo prowadzimy teraz dość intensywne, ale i też monotonne życie.
Przede wszystkim zmagania rehabilitacyjne kilka razy w tygodniu. Sama rehabilitacja to jeszcze nic w porównaniu z ilością czasu pochłanianą przez dojazdy na Wawer: w obie strony około 2 i pół godzin, a czasem przy korkach, nawet 3.
Załatwienie ortez okazało się również czasochłonne, wliczając zdobycie zlecenia lekarskiego, refundacji NFZ, znalezienie odpowiedniego zakładu wytwarzającego taki sprzęt, czy wreszcie pomiary, zrobienie odlewu gipsowego na miarę i przymiarki. Ale najważniejsze, że już niedługo zobaczymy efekt końcowy.
No i proza życia: szkoła Ani, praca, dom, za mało snu, za krótka doba, itp.
A jeśli chodzi o szkołę, to szykują się zmiany w planach, ale o tym później.
Póki co brak nowych zdjęć Anuli, trzeba będzie to nadrobić, kiedyś...
23:34, tatanulki
Link Komentarze (6) »
piątek, 04 maja 2012
Dostałem już obiecane zdjęcia, które Darek robił nam w Berlinie, więc uzupełniam ostatni wpis o kilka nowych odsłon.

Pierwszy temat to Mur Berliński. Poniżej zdjęcia zrobione przy słynnym Checkpoint Charlie, zabytkowe fragmenty muru i tablica wmurowana w miejscu, w którym kiedyś przebiegała granica.









Następne zdjęcie to widok na Alexanderplatz, zdjęcie zostało zrobione podczas wieczornej eskapady po Berlinie (podziękowania dla Darka). Pod koniec tego wieczoru Anulka zasnęła w samochodzie, dobrze, że udało się jej jeszcze zobaczyć milion litrów wody zamkniętych w masywnym akwarium jednego z hoteli berlińskich.




Następny temat: ZOO, gdzie udało nam się zobaczyć pandę. Panda niestety odwróciła się w pozie całkowicie niefotogenicznej, stąd brak zdjęcia.





I na koniec jeszcze dwa spotkania z symbolem Berlina: na ostatnim zdjęciu Anulka siedzi na misiu z Moniką.




13:20, tatanulki
Link Komentarze (12) »
czwartek, 03 maja 2012


Spotkanie (a właściwie spotkania) z berlińskim niedźwiedziem doszły do skutku dzięki zaproszeniu, które otrzymaliśmy od Moniki i Darka.

Korzystając z majówki postanowiliśmy odwiedzić Berlin w całkowicie niemedycznym celu, tak na spokojnie, bez presji umówionych konsultacji lekarskich.

Dzisiaj zaledwie kilka zdjęć z naszego pobytu, obszerniejszą fotorelację obiecuję już wkrótce, jak tylko dostanę zdjęcia, które robił nam Darek.

Na początek Ania w imprezowym nastroju w drodze do Berlina.

 

A tutaj pierwsze spotkanie z sympatycznym misiem.

 

Na tym zdjęciu Ania korzysta z powiewu chłodniejszego wietrzyku; pogodę mieliśmy wymarzoną: lato non-stop.

 

I jeszcze kilka ujęć z Legoland na Potsdamer Platz, którego odwiedziny serdecznie polecam wszystkim rodzicom. A zresztą mam wrażenie, że taka rekomendacja jest chyba całkowicie zbędna: przynajmniej połowa osób odwiedzających Legoland Discovery Center w dniu wczorajszym to turyści z Polski.

 


 

                Moniko, Darku, jeszcze raz serdecznie dziękujemy za gościnę!

 

 

13:51, tatanulki
Link Komentarze (4) »
środa, 25 kwietnia 2012
Spokojnie i po cichutku świętuję dzisiaj swoją czterdziestkę.
Dzięki życzeniom od najbliższych, prezentom od mamy i siostry, pamięci przyjaciół i najpiękniejszego wykonania "Sto lat" autorstwa Anuli zamiast załamywać się liczbą 40 (co też miałem w planie) dzień moich urodzin spędziłem w dość pozytywnym nastroju. Chyba jestem szczęściarzem mając wokół siebie tych właśnie ludzi.
20:57, tatanulki
Link Komentarze (38) »
czwartek, 19 kwietnia 2012
Po wrażeniach urodzinowych Anulka oswaja się z kilkoma nowościami.

Nowość numer 1 to dodatkowy wózek zakupiony ze środków przekazanych w zbiórce publicznej przez Fundację Polska Pomoc.



Nowość numer 2 czeka na wypróbowanie z Panem Krzysiem - to pionizator - chodzik również zakupiony z tych samych środków.

Pozostają nowości w postaci prezentów, które Anula dostała na urodziny od przyjaciół i rodziny, między innymi dwie dziergane sukienki od mojej mamy, zestawy Lego Friends od Ewy i Ani, domek z króliczkami (ode mnie) i fartuszki kuchenne (wraz z rymowanymi przepisami) od Doroty.





Przed Anią również nowości innego rodzaju (lub może nie takie znowu nowości): miejsce w pierwszej klasie od września, powrót do rehabilitacji w przyszłym tygodniu i konieczność noszenia ortez - ortezy jeszcze w fazie załatwiania, ale już wkrótce staną się dla Ani codziennością.

A poza tym: widok tatusia w okularach (powrót do okularów z konieczności spowodowanej problemami po kilkuletnim, nieprzerwanym używaniu soczewek) i jeszcze kwestia rosnących zębów stałych, co z kolei oznacza konieczność częstszej ingerencji dentystycznej i regularne wizyty Wróżki - Zębuszki.

19:09, tatanulki
Link Komentarze (13) »
środa, 18 kwietnia 2012
Czego mogę życzyć Ci córeczko w dniu Twoich szóstych urodzin?

Przede wszystkim życzę Ci, żeby uśmiech taki jak na tym zdjęciu, nigdy nie opuszczał Twojej twarzy.



I żebyś jak najdłużej zachowała pogodę ducha i radość życia.



Sto lat dla mojej Anny Nadii !!!


00:00, tatanulki
Link Komentarze (30) »
piątek, 13 kwietnia 2012
Z okazji zbliżających się urodzin Ania odwiedziła fryzjera.
Efekt można zobaczyć poniżej.







Kocham te blond kosmyki i mam nadzieję, że nie za szybko pociemnieją...
19:17, tatanulki
Link Komentarze (28) »
wtorek, 10 kwietnia 2012
Wielkanoc przyniosła zmiany: wyjście ze skorupy, pożegnanie gipsu i sezonu operacyjnego.
Ania rozkoszuje się tą chwilą...



Więcej szczegółów już wkrótce.
20:46, tatanulki
Link Komentarze (13) »
czwartek, 05 kwietnia 2012
Środek kwietnia oznacza kilka ważnych spraw w życiu Ani.
Najpierw jutrzejszy wyjazd na święta: wieczorem zawitamy w Tczewie. Anulka pojedzie jeszcze w gipsie, ponieważ jutro rozpoczyna się 6 tydzień po operacji. 
Po świątecznych spotkaniach rodzinnych powrót do Warszawy, gdzie w środę odwiedzamy chirurga celem kontroli rentgenowskiej.
Gips powinniśmy pożegnać dokładnie za tydzień i mam nadzieję, że tak właśnie będzie, ponieważ Ania musi być bardziej dyspozycyjna przez następny tydzień.
W czwartek Anulka powinna wrócić do szkoły, a w niedzielę świętować będziemy jej szóste urodziny. Co prawda urodziny wypadają 18 kwietnia, ale ze względów organizacyjnych wygodniej będzie urządzić je w weekend.
17 kwietnia odroczone badanie w Poradni PP na Karolkowej, a następnego dnia jeszcze kwalifikacje do pierwszej klasy.

Przy okazji zbliżającej się Wielkanocy (i z powodu oderwania od komputera przez następnych kilka dni) życzę wszystkim sympatykom Nulki i tego bloga zdrowego wypoczynku i udanego świętowania.

No i jeszcze ostatnie przypomnienie i prośba o 1% podatku dla Anuli. To już ostatni dzwonek. Szczegóły znajdziecie w tym wpisie: http://nulka.blox.pl/2012/02/1-podatku-dla-Ani.html


 
01:13, tatanulki
Link Komentarze (6) »
czwartek, 29 marca 2012
Dziś mijają cztery tygodnie od operacji w Berlinie.
Jeśli chodzi o rekonwalescencję pooperacyjną to nie mam żadnych zastrzeżeń, natomiast początek wiosny przyniósł też poważny minus - nasilenie objawów alergicznych. Na razie to tylko zapchany nos, więc nie panikujemy.

29 marca to również kolejna rocznica urodzin Ewy: dziś skończyłaby 34 lata.
Trudno mi o tym pisać; w ostatnim roku towarzyszyły mi dość przygnębiające myśli o śmierci, kwestii umierania ogólnie.

Cóż, nie chcę zbytnio smucić, więc zakończę ten krótki wpis miłym akcentem.
Nadchodzi Wielkanoc i jeśli wszystko potoczy się po naszej myśli, święta spędzimy na Pomorzu, z rodziną.


16:13, tatanulki
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 19 marca 2012
Spieszę donieść, że Ania czuje się bardzo dobrze: negatywnych efektów związanych z wyciąganiem szwów nie obserwuję (ani fizycznych, ani też emocjonalnych).
Przymusowa pozycja leżąca nie jest atutem, ale Anulka, 'zaprawiona w boju', nie skarży się w ogóle.
Dodatkowo, dwa dni z rzędu Ania miała możliwość zabawy z Kalinką - dziękujemy za wizytę.



Ja natomiast zajmuję się, między innymi, kwestią przyszłego roku szkolnego. Spraw związanych ze szkołą Ani nie jest mało: najpierw należało zdecydować, co dalej z edukacją Nulki. Po kilku rozmowach w szkole oraz rozmowie z samą zainteresowaną decyzja została już podjęta: od 1 września Ania zaczyna pierwszą klasę w tej samej szkole i w tym samym składzie.
Dzisiaj zawożę podanie do szkoły na Deotymy i odwiedzam poradnię na Karolkowej, ponieważ orzeczenie, które zostało wydane w zeszłym roku, dotyczyło jedynie klasy zerowej.
Potem jeszcze kwestia kilku dokumentów, kwalifikacji i około 25 kwietnia sprawa powinna być zakończona. Mam nadzieję, że pozytywnie, ponieważ wiem, że Ania czuje się w swojej szkole naprawdę dobrze, a za każdym razem, kiedy odwiedzam Deotymy wszyscy pytają o Anulkę - począwszy od grona pedagogicznego, a skończywszy na Paniach z obsługi, wszyscy przesyłają Ani pozdrowienia. Wiem, że moje dziecko dobrze trafiło.
10:29, tatanulki
Link Komentarze (19) »
piątek, 16 marca 2012
Niby to tylko drobnostka, ale i tym razem kwestia usunięcia szwów urosła do rangi problemu.
Naprawdę nie rozumiem, dlaczego już drugi z kolei chirurg w Warszawie nie potrafi odróżnić szwów rozpuszczalnych od szwów nylonowych, nierozpuszczalnych. Czy tak wiele oczekuję od lekarza, który z definicji wykonywanego zawodu powinien znać się na technikach zszywania?
Co gorsza, ponownie miałem do czynienia z efektem ściany i świętego oburzenia - sytuacja wyglądała w następujący sposób:
Przychodzimy na umówioną wizytę do chirurga dziecięcego. Ja informuję go, że Ania przeszła drugą operację gwoździowania śródszpikowego i podczas operacji założono jej w sumie 5 szwów, z czego jeden jest nierozpuszczalny. Dla ułatwienia podaję, że szwy rozpuszczalne są przejrzysto-białe, natomiast szwy nierozpuszczalne są intensywnie niebieskie. Wyciągam Anię z gipsu, wiadomo, dziecko świadome tego, że zaraz ktoś będzie 'męczył' jej rany pooperacyjne, jest już mocno zdenerwowane.
Cóż, jako pierwsze ze zdań, które słyszę od pana chirurga jest 'pozwoli pan, że sam to ocenię i sam zdecyduję, co należy usunąć' (nota bene, jest to przychodnia prywatna), a ja oczywiście potwierdzam, że rzecz jasna, to pan jest lekarzem i ja tylko chciałem narysować sytuację.
Pan chirurg patrzy na szwy i stwierdza autorytarnie, że ja się mylę i wszystkie szwy są nylonowe i należy je koniecznie usunąć. Pan doktor jest chyba w tym momencie odgrodzony jakąś ścianą, bo kompletnie nie przyjmuje do wiadomości tego co mu próbuję wytłumaczyć, a mianowicie tego, że w sprawie szwów zostałem dokładnie poinstruowany w Berlinie i to dwukrotnie. Wyjmuję wypis ze szpitala, rzecz jasna sporządzony w języku niemieckim. Czytam mu fragment wypisu dotyczący szwów i następnie tłumaczę na polski. Nie oczekuję, że pan chirurg będzie władał niemieckim, ale mógłby mnie chociażby wysłuchać.
Pan doktor informuje mnie, że usunie wszystkie szwy, bo wszystkie są nierozpuszczalne. Ja na to odpowiadam, że bardzo proszę, przynajmniej potem rany szybciej będą się goiły. W tym momencie Ania zaczyna panikować, w efekcie czego 10 następnych minut mija na próbach uspokojenia jej.
Pan doktor zabiera się do dzieła, ale robi to naprawdę bardzo niedelikatnie. Ania płacze, ja ją uspokajam i dopinguję do współpracy. Przy wyjmowaniu szwu z naciętego Achillesa Ania na poważnie zaczyna protestować; nie dziwie się temu, w Berlinie powiedziano mi, żeby bardzo delikatnie obchodzić się z Achillesem, bo nacięcie mięśnia daje największe dolegliwości bólowe. Dlatego też na Achillesa założono szew rozpuszczalny, ale przecież pana doktora nie da się przekonać.
Kulminacja nastąpiła przy szwie rozpuszczalnym na udzie. Pan doktor ma problem z wyciągnięciem go i twierdzi, że nić musiała się 'zaplątać'. Pan doktor ciągnie i ciągnie, mam wrażenie, że zaraz rozerwie Ani całe to szycie. Ania płacze wielkimi łzami, widzę, jak skóra w tym miejscu szarpana jest jakby była nabita na haczyk. Pan doktor rezygnuje i mówi, że nie można usunąć tego szwu. Ja na to, że dobrze, bo przecież szew jest rozpuszczalny i absolutnie nie ma z tym problemu. Na to pan doktor odpowiada mi, że jeśli dojdzie do komplikacji, to ja będę odpowiedzialny. W myślach odpowiadam mu, że przecież to on nie potrafił skutecznie wyjąć tej nici, a ja przecież potulnie zgodziłem się na usunięcie wszystkiego, więc dlaczego to właśnie ja miałbym ponosić odpowiedzialność. Zresztą wiem, że przezroczysty szew jest na 100 % rozpuszczalny, więc odpuszczam sobie kontynuowanie tego tematu.
W tym momencie jestem po prostu zadowolony, że nasza wizyta zaraz dobiegnie końca.
Na koniec, tuż przed włożeniem Ani ponownie do gipsu, czeka mnie jeszcze 'małe' zdziwienie. Podczas usuwania szwów, szczególnie z Achillesa, doszło do lekkiego krwawienia - nic poważnego, ale czy przed wsadzeniem Ani z powrotem do gipsu nie należałoby wszystkich ran zdezynfekować i nalepić na nie plastrów, w szczególności na miejsca krwawiące? Tak właśnie postąpił chirurg przy usuwaniu szwów po pierwszej operacji.
Widocznie według tego lekarza nie ma takiej konieczności.
Uff, wyszliśmy z gabinetu i popędziliśmy do domu, gdzie sam przetarłem Ani wszystkie rany pooperacyjne środkiem do dezynfekcji i nalepiłem jałowe opatrunki.

Tej nocy Anulka spała bardzo niespokojnie, przez sen bardzo coś przeżywała. Zastanawiam się, co to mogło być...

Oby ta przygoda ze szwami nie rozwinęła się w inny sposób; to wszystko, czego życzyłbym sobie i Nulce w tym momencie.   

16:21, tatanulki
Link Komentarze (23) »
sobota, 10 marca 2012

Po tygodniu od operacji Ania zaczęła ‘szaleć’ w gipsie, po bólu nie było śladu.

A poza tym: szybkie pobudki (przed 7 rano), potem obchód, higiena, śniadanie, „Morgenkreis”, czyli zajęcia muzyczne dla małych pacjentów, potem dwie godziny zabaw pod opieką pań przedszkolanek, obiad (u Ani niezłomnie makaron z sosem pomidorowym), a od wtorku, po obiedzie, zajęcia fizjoterapeutyczne.

Od 13 czas zdawał się ciągnąć w nieskończoność, zostały spacery po kompleksie szpitalnym, czasopisma, książki, gry komputerowe i telewizja. W środę odważyliśmy się na spacer poza klinikę i dotarliśmy do … Kauflandu, cóż, w końcu to obrzeża Berlina. Muszę przyznać, że po kilku dniach przebywania w klinice przyjemnie było sobie pospacerować i szukać śladów nadchodzącej wiosny.

Na trawnikach pierwsze kwiaty

Powrót również odbył się zgodnie z planem: w sobotę, około południa, z wypisem w ręku, opuściliśmy szpital i taksówką (taką z przystosowaniem do przewozu pacjentów i specjalnie zamówioną przez siostrę oddziałową) udaliśmy się na dworzec kolejowy. Trochę smutno było nam opuszczać Oddział Neuroortopedii Dziecięcej D1-G1 kliniki Helios Berlin-Buch, takiej opieki lekarskiej, pielęgniarskiej oraz uprzejmości i przyjaznego traktowania nie doświadczyliśmy jeszcze nigdzie. W perspektywie mieliśmy jednak równie pozytywne doświadczenie – powrót do domu. Pociąg Berlin – Warszawa i tym razem dowiózł nas bezpiecznie i punktualnie na miejsce.

Klinika Helios to część kompleksu szpitalnego, takie urocze miasteczko

Właśnie odpaliłem komputer, jesteśmy w domu, operacja „Gwoździe Fassier-Duval” prawie zakończona: pozostało 5 tygodni rekonwalescencji, a potem już powrót do rehabilitacji.

DZIĘKUJĘ


Nulka przesyła buziaka w podziękowaniu

21:26, tatanulki
Link Komentarze (19) »

Właściwie wszystko, od samego początku po sam koniec, przebiegało zgodnie z planem.

Przed wyjazdem postanowiłem, że Anula będzie chodzić do szkoły tak długo, jak to będzie możliwe. Stwierdziłem, że izolowanie jej od rówieśników celem uniknięcia infekcji jest mało efektywne i sensowne – przecież pierwszy wyjazd do Berlina prawie nie doszedłby do skutku, ponieważ pomimo właśnie takiego izolowania, Anula złapała paskudnego wirusa.

Udało się – 29 lutego przybyliśmy na miejsce i lekarze zakwalifikowali Anię do operacji. Mając już jakieś doświadczenie w tej materii, postanowiłem trzymać nerwy pod kontrolą i poskutkowało: zamiast nerwowo chodzić po klinice podczas operacji Ani, spokojnie czekałem w pokoju umilając sobie czas książką. 7-godzinna operacja zakończyła się grubo po godzinie 16. Podziwiam chirurga, któremu, pomimo bardzo „szabelkowatego” kształtu prawego podudzia Ani, udało się wprowadzić gwoździe. Oczywiście lewe udo również zostało zoperowane, tym razem wystarczyło każdą z kości złamać w dwóch miejscach, aby wprowadzić gwoździe śródszpikowe.

Ze względu na sporą utratę krwi podczas zabiegu i dość ostry ból pierwszą dobę spędziliśmy na oddziale intensywnej terapii. Na zmianę czuwałem obok Ani i odpoczywałem na kanapie w pokoju dla rodziców, tuż obok sali, w której znajdowała się Ania.

Pierwsze zdjęcie Ani po operacji; przy rączce widać urządzenie dozujące znieczulenie zewnątrzoponowe

Ania w półśnie na oddziale intensywnej terapii

Z wielką ulgą przyjęliśmy fakt powrotu do naszego pokoju następnego dnia. Wreszcie mogliśmy wyspać się: znieczulenie zewnątrzoponowe działało, na oddziale spokój i cisza, nic, tylko odpoczywać.

Zasłużony sen już w naszym pokoju

Następne dwa dni przyniosły stopniowe odłączanie Ani od wszelkiego ‘orurowania‘ (kroplówki, cewnik i na końcu, w poniedziałek rano, znieczulenie zewnątrzoponowe).

Sobotę umiliło nam kolejnie spotkanie z Moniką i Darkiem, efektem czego, między innymi, było zaopatrzenie Ani w kilka kilogramów świeżych owoców, z truskawkami włącznie. Serdeczne podziękowania, nie tylko za owoce, ale przede wszystkim za miłą wizytę.

Mniam, truskawka-gigant. Zdjęcie zrobione 2 doby po operacji: Anulka jest w świetnym humorze

21:25, tatanulki
Link Komentarze (4) »
środa, 07 marca 2012

Ania dochodzi do siebie po operacji. Wczoraj pierwszy raz postawiono ja na  nogi, rzecz jasna w pelnym gipsie.

Spodziewany dzien wypisu to sobota.

Dziekuje wszystkim za slowa wsparcia i mile komentarze.

Do 'uslyszenia' w Warszawie!  

08:38, tatanulki
Link Komentarze (9) »
piątek, 02 marca 2012
Wczoraj odbyła się operacja Nulki. Trwała jeszcze dłużej niż poprzednia, bo aż 7 godzin. Na szczęście wszystko się udało i po dobie spędzonej na OIOM-ie przeniesiono Nulkę na normalną salę. Udało się też ustawić leki przeciwbólowe tak, by Nula nie odczuwała dolegliwości związanych z zabiegiem. Doskwiera jej co prawda przymusowa pozycja leżąca na wznak, mam nadzieję jednak, że szybko będzie można ją zacząć obracać na brzuszek i, tak jak poprzednim razem, obwozić po oddziale.
Trzymajcie kciuki za szybką rekonwalescencję Ani i jak najszybszy powrót jej i Roberta do domu.
Pozdrawiam.

dsmiatek
21:11, tatanulki
Link Komentarze (15) »
środa, 29 lutego 2012

Dzis zjawilismy sie po raz kolejny w  klinice w Berlinie.

Jutro  okolo 9 rano poczatek drugiej operacji  Anuli.

Wszystkich  prosze o slanie pozytywnych mysli. 

Robert

19:31, tatanulki
Link Komentarze (15) »
niedziela, 26 lutego 2012
Od dawna obiecywałem Ani, że pójdziemy na przedstawienie "Disney on Ice. Księżniczki i Herosi" i wczoraj obietnicę moją spełniłem.
Do samego przedstawienia podszedłem z rezerwą, zastanawiałem się nad sensem adaptacji fragmentów disnejowskich klasyków do takiej właśnie formy - łyżwiarstwa figurowego.
Wszelkie moje wątpliwości rozwiały się natychmiast po rozpoczęciu przedstawienia, z chwilą, gdy zobaczyłem reakcję Ani: wypieki na twarzy, wielkie oczy, szczery uśmiech. I tak już do końca przedstawienia.
Pomyślałem sobie, że to miła niespodzianka dla Anulki przed środowym wyjazdem na operację. Trochę odciągnęła Jej myśli od ostatnich niemiłych przeżyć związanych z pieskiem i perspektywy cięższego okresu po operacji.
Bardzo udany wieczór, szczerze polecamy. 
14:02, tatanulki
Link Komentarze (8) »
czwartek, 23 lutego 2012
Zostało nam pięć dni do planowanego wyjazdu do Berlina. Teraz już wszystko zależy od stanu zdrowia Ani, od tego, czy w ciągu tych pięciu dni nie złapie jakiejś nowej infekcji uniemożliwiającej nam wyjazd.
A o infekcję przy tej chłodnej, dżdżystej pogodzie - powtórka z jesieni - nie trudno. W szkole Ani panuje grypa jelitowa i również my staliśmy się w zeszłym tygodniu jej ofiarami: najpierw Ania, a potem ja: paskudztwo!
Wczoraj Ania wróciła do szkoły, ale w jej klasie 1/3 dzieci jest nieobecna z powodu choroby. Trzeba przyznać, że ostry mróz miał swoje dobre strony, przynajmniej pod względem ilości zachorowań.
Powoli przyzwyczajamy się do braku Noela w domu i tylko czasami przemyka mi myśl o konieczności wyprowadzenia czy nakarmienia go. Cóż, siła przyzwyczajenia.
Jeśli chodzi o Anulkę, to zastosowałem manewr stopniowego przygotowywania jej do tej wiadomości i chyba metoda ta sprawdziła się, ponieważ wychłodzona kilkudniową nieobecnością psa w domu i uprzedzona o jego ciężkim stanie, Ania nie zareagowała gwałtownie na wieść o jego śmierci. Dobre i to.
W poniedziałek mamy jeszcze długo wyczekiwaną wizytę u hematologa, który mam nadzieję będzie w stanie określić przyczynę anomalii w morfologii Ani. Zresztą, na podstawie ostatnich wyników można stwierdzić, że monocyty Ani zmierzają ku normie, jestem więc dobrej myśli.

12:47, tatanulki
Link Komentarze (5) »
sobota, 18 lutego 2012
Żegnaj, mój psi przyjacielu, nie udało mi się wyratować ciebie. Dziękuję ci za radość, którą wnosiłeś do naszego życia, za wszystkie lata prawdziwej psiej wierności, za to, że byłeś ze mną w najgorszych chwilach.
Aż trudno mi uwierzyć, że nie ma już ciebie wśród nas, że nie wyprowadzę już ciebie na spacer, nie zobaczę twojej radości po powrocie do domu, nie zareagujesz już na 'podaj drugą łapę'.
Ponad dwanaście lat temu przynieśliśmy ciebie do domu: naszego sznaucerka miniaturę, uparciucha, szczekliwego i radosnego Noela.
Pozostało mi po tobie tyle pięknych wspomnień, ale również żal i pustka.
Znowu trudne zadanie przede mną: przekazanie Ani tej smutnej wiadomości...
 
21:33, tatanulki
Link Komentarze (14) »
środa, 15 lutego 2012
W oczekiwaniu na wyniki i kolejną wizytę u hematologa całkiem zapomniałem, że trwa rozliczanie PIT'ów za 2011 rok.
 

ABY PRZEKAZAĆ ANI 1% PODATKU ZA ROK 2011

należy wypełnić odpowiednie rubryki w rocznym zeznaniu podatkowym PIT (28, 36, 36L, 37, 38)

Aby przekazać 1 proc. podatku Ani, wystarczy wpisać w zeznaniu rocznym jego kwotę (na załączonym wzorze PIT jest to pozycja 125), numer KRS fundacji: 0000037904 (tutaj pozycja 124) oraz dane podopiecznego, czyli: 5428 Smeja Anna (tutaj pozycja 126 – proszę zwrócić uwagę na kolejność: najpierw 5428, a potem Smeja Anna). Pozycje 127 i 128 są nieobowiązkowe.



Z góry dziękujemy !

* Informacja o prawach autorskich: Powyższe instrukcje do przekazywania 1% podatku sporządziłem w oparciu o informacje znajdujące się na stronie internetowej Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”.  Źródło można znaleźć tutaj: http://www.dzieciom.pl/1procentopp.html

08:58, tatanulki
Link Komentarze (6) »
czwartek, 09 lutego 2012
Właśnie jutro czeka nas taki dzień.
Najpierw wizyta w gabinecie pielęgniarskim Medicover i pobranie krwi na badania hormonów tarczycy, żelaza, itd. A potem jeszcze wizyta w Szpitalu przy Litewskiej i pobranie krwi do morfologii z rozmazem ręcznym. Ponoć na Litewskiej robią to najlepiej w Warszawie, przynajmniej według Pani hematolog, która zleciła badania.
Dużo kłucia przed Anią, ale być może po otrzymaniu wyników będzie wiadomo, co robić dalej i jakie leczenie zastosować.
Do tego dochodzi jeszcze posiew moczu i obraz sytuacji powinien być pełniejszy.
Z wynikami zgłaszamy się w przyszłym tygodniu do lekarza-hematologa i mam nadzieję, że uda się poprawić parametry Ani, tym bardziej, że na 1 marca zaplanowana jest druga operacja w Berlinie.
A jeśli chodzi o operację, to przedwczoraj odebrałem drugi dokument z NFZ, potwierdzający pokrycie kosztów zagranicznego leczenia Anulki. Na szczęście nie było z tym żadnych problemów i zaświadczenie ważne jest aż do końca czerwca. Daje nam to dostateczną ilość czasu na wypadek, gdyby stan zdrowia Ani nie pozwolił na zoperowanie jej w planowanym terminie.

*******************************************************
A dziś Ania wystąpiła w stroju wróżki na szkolnym balu karnawałowym. Całe szczęście kupno gotowego stroju, czy dodatków nie jest obecnie żadnym problemem. 'Problemem' jest chyba tylko powtarzalność tych samych strojów. Na szczęście, oprócz H&M-owskiej masówki Ania mogła również zaprezentować śliczną, czerwoną pelerynkę własnoręcznie wydzierganą przez moją mamę.

A poniżej zdjęcie Ani już w domu, po balu, we wspomnianej pelerynce, ale już bez skrzydełek i różdżki.


 
 
17:17, tatanulki
Link Komentarze (17) »
piątek, 03 lutego 2012
Jesteśmy po zdjęciach rentgenowskich w dwóch projekcjach i konsultacji z chirurgiem-ortopedą. Diagnoza lekarza: brak jakichkolwiek urazów w kostce, brak złamań w podudziu (gwoździe Fassier-Duval być może ochroniły kość przed złamaniem) - prawdopodobne stłuczenie podudzia - lekki obrzęk. W tym momencie musimy obserwować podudzie i smarować je Altacetem w żelu. Ból powinien ustąpić za około 5 dni.
Wielka ulga - od razu poprawił nam się humor, szczególnie Anulce.
W przyszłym tygodniu robimy badania zlecone przez Panią hematolog.
To na razie wszystkie wiadomości. Dziękuję za pozytywne sms'y i komentarze !
 
11:39, tatanulki
Link Komentarze (11) »
czwartek, 02 lutego 2012
Ponad tygodniowa przerwa od ostatniego wpisu spowodowana była natłokiem obowiązków i brakiem pewności co do stanu zdrowia Anuli.
Po powrocie z Poznania Ania wróciła do szkoły, a po południami 'odwiedzamy' lekarzy.
Najnowsze wyniki morfologii pokazują poprawę, lecz do normy jeszcze daleko.
Najważniejsze, że jest poprawa w tej kwestii i że hematolog, którego odwiedziliśmy w Warszawie podeszła do sprawy kompleksowo: zlecenia na badania hormonalne, posiew moczu, morfologię z rozmazem - nie z automatu lecz z mikroskopu.
Wyniki, które pokazałem Pani doktor nie zrobiły na niej wielkiego wrażenia - przecież lekarz hematolog ma do czynienia ze znacznie poważniejszymi problemami.
Pani hematolog to również pierwszy lekarz, który zwrócił uwagę na potencjalny wpływ Pamifosu na morfologię (i z pewnością nie jest w tej kwestii laikiem).
Wyniki testów na wirusy, które zlecono w Poznaniu, póki co wychodzą negatywne, a więc kwestia przyczyn zaburzeń w morfologii Ani pozostaje do wyjaśnienia.

Niestety, to nie koniec naszych problemów.
Wczoraj, po wizycie u lekarza, Anulka zahaczyła nóżką o framugę drzwi jadąc w wózku i najprawdopodobniej doznała urazu lewej kostki - jako, że ból (niezbyt ostry, ale uciążliwy) nie chce ustąpić, jutro czeka nas RTG i konsultacja u ortopedy-chirurga. Nie chcę roztaczać czarnych wizji (jak to miało miejsce w Poznaniu), ale obawiam się, że problem z kostką będzie poważniejszy.

Przydałoby się nam obojgu trochę pozytywnej energii, więc trzymajcie kciuki za Nulkę !
22:33, tatanulki
Link Komentarze (6) »
wtorek, 24 stycznia 2012
A dlaczego?
Bo najgorsza ewentualność została dzisiaj wykluczona przez hematologa. To najważniejsze, ale pozostaje jeszcze kwestia sporych nieprawidłowości w wyniku neutrofili i trzeba będzie kontrolować parametry co tydzień, w Warszawie.
Aby wykluczyć następną ewentualność, lekarze w Poznaniu pobrali Anulce krew celem przeprowadzenia testów na obecność przeciwciał dwóch wirusów. Wyniki tych testów będą jutro i za tydzień i dowiem się o nich telefonicznie, ponieważ ... dziś wieczorem wracamy do Warszawy.


A na to zdjęcie chyba wiele osób czekało...




Ostatecznie, lekarz prowadzący wraz z hematologiem zezwolili na podanie Ani Pamifosu, ale ze względu na krótszą (niespełna 3-miesięczną) przerwę pomiędzy dawkami oraz ogólnie słabszą morfologię, Ania dostała jedną dawkę zamiast dwóch.

Następny wpis zamieszczę już z domu, a tymczasem tradycyjne, serdeczne podziękowania za kibicowanie Anuli.

15:18, tatanulki
Link Komentarze (21) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36